...zostanie uratowanie ludzkiego życia. Wydawać by się to mogło dla jednych niemożliwe, dla innych ciekawe, jeszcze dla innych oczywiste i zrozumiałe. Zazwyczaj ludzie lubią pomagać. Robią to w przeróżny sposób. W sposoby szlachetne, zwyczajne lub moralnie naganne. Kierują się altruizmem, satysfakcją, potrzebą bycia zauważonym, potrzebą bycia potrzebnym, swoimi ideałami wynikającymi z przekonań religijnych bądź nie. Harcerki i harcerze zobowiązali się do tego również składając Przyrzeczenie Harcerskie (
...nieść chętną pomoc bliźnim...). Powodów jest wiele i nie zdołałabym wymienić ich wszystkich. Każda pomoc jest ważna. Jednak niezwykle ogromną i nieocenioną "pomocą" jest ratowanie ludzkiego życia. To wcale nie ogranicza się do bycia ratownikiem medycznym. To również wsparcie psychiczne ( podczas kryzysowych sytuacji), to także przestrzeganie dzieci przed nierozważnym zachowaniem. Tyle, że te to pośredniość. Jednak można też pomóc samemu praktycznie nic nie robiąc. Mówię tutaj o transplantacji.

Nie rób wielkich oczu i nie przewracaj nimi, nie cmokaj ustami, nie śmiej się jak głupi ani nie reaguj oburzeniem. A może czytelniku czytając to po prostu siedzisz i nie wiesz o co mi chodzi? Do dziś transplantologia budzi kontrowersje. Brak zaufania do lekarzy i ogromne wątpliwości ze strony moralnej sprawiają, że ludzie boją się oddawać swoje narządy na rzecz innych. Ostatnio sama się głęboko zastanowiłam nad ideą transplantacji narządów. Moralne, czy nie? Bezczeszczenie zwłok, okaleczanie czy coś normalnego, szlachetnego, potrzebnego? Wraz z postępem medycyny, lekarzom coraz łatwiej ratować ludzkie życie. Ale nie są bogami. To właśnie Ty masz remedium dla czyjegoś umierającego dziecka, umierającego ojca. Ty nie zapłaciłeś za to sam, Ty na codzień nie zwracasz na to uwagi. To Twoja krew, Twoje płuca, serce, tarczyca, nerki, wątroba i jelita. Nie, absolutnie nie każę Ci maszerować jutro na Pomorzany i kłaść się na stół operacyjny. Chcę Ci tylko uświadomić dwie rzeczy. Nie jesteś sam. Po pierwsze, nie wiesz, kiedy ktoś z TWOJEJ rodziny będzie potrzebował pomocy, po drugie, nie wiesz kiedy Ty sam umrzesz. Nie tupaj nogami i nie krzycz. Nie życzę Ci źle, ani Twojej rodzinie. Ale sam wiesz, że nowotwory, ciężkie choroby, wypadki, czasem zbrodnie są nie do przewidzenia. Życzę Ci jak najdłuższego i cudownego życia, ale miej świadomość, że nie jesteś Rambo. W niedzielę zginął człowiek, właśnie na mojej dzielnicy. W wypadku. On też myślał, że dożyje później starości.
Ale dobrze, przejdę do rzeczy. Kiedy człowiek ginie, jego rodzina jest w ogromnej rozpaczy. Często są w tak silnych stanach emocjonalnych, że postępują irracjonalnie. Lekarz zawsze pyta (choć wcale nie musi) o zgodę na pobranie narządów do przeszczepu. Rodzina często odmawia, mowiąc, że to okaleczanie, że nie dostanie zbawienia, że to profanacja. Zmarły bierze swoje narządy razem z sobą do trumny. Gdzie po prostu gniją, jak każda żywa materia. W tym samym czasie ktoś inny umiera, bo nie ma możliwości przeszczepu. Bo jesteśmy jeszcze pod tym względem zacofani... Rodzina zgłasza sprzeciw do Centralnego Rejestru Sprzeciwów.. i koniec... lekarz nie ma prawa.
W tym miejscu chciałąbym poprosić Ciebie o wypełnienie Oświadczenia Woli o pobraniu narządów. Możesz je pobrać ze strony transplantacje.org , lub z innych stron których jest naprawdę wiele. Wydrukuj, wypełnij, zalaminuj ( koszt 1,50, robią to na miejscu. Nie wiesz gdzie? ul. Dworcowa 2 choćby..). Włóż do dokumentów. Koniec. Przy okazji poinformuj rodzinę. To dobry moment by i ich namówić.
Oświadczenie te nie ma mocy prawnej, ma charakter jedynie informacyjny. Ty za to możesz poczuć się "ubezpieczony", że Twoje narządy uratują życie komuś innemu, po Twojej śmierci.
Ja to zrobiłam, uświadomiwszy sobie, że nie wiem, jaki jest stosunek mojej rodziny do tego tematu. Nie wiem też kiedy umrę, więc nie istnieje coś takiego jak "nieodpowiednia chwila czy wiek". Jeśli mam do oddania coś, co mi się już nigdy nie przyda, a komuś uratuje, lub polepszy życie- weź to lekarzu i daj innym. Z życzeniami szybkiego powrotu do zdrowia. Za życia od listopada chcę regularnie oddawać krew. :)
Nie wiem, czy Cię przekonałam. Dla Ciebie może być to odległe. Ja bym chciała żyć swiadomością, że ratuję innych nie tylko swoimi umiejętnościami, ale również całą sobą... całym życiem... Gdybym jednak była wystarczająco zdolna i oczytana i dostałabym się na medycynę, z pewnością po niej zostałabym transplantologiem. Uświadomiły mi to warsztaty marcowe. Narazie, transplantologii przysłużę się w inny sposób :)
Czasem nie trzeba byc super hero, żeby pomóc...